Oj, dawno mnie tu nie było, dawno. Ech i wcale nie chce mi się pisać, bo przerwa spowodowana była przykrymi okolicznościami. Ale już wracam, bo od ostatniego wpisu wiele, oj wiele się wydarzyło.
Po pierwsze - Hiszpania została mistrzem świata w piłce nożnej (to w nawiązaniu do ostatnich postów). Chociaż mecz nie był bardzo rewelacyjny, a droga powrotna po nim z Gdańska do Warszawy była masakrą.
Po drugie - koncert Tiesto w Gdańsku był. I chyba tyle, bo organizatorzy nie stanęli na wysokości zadania i miejmy nadzieję, że jeszcze Tiesto będzie chciał do nas przyjechać. Ja bym nie przyjechała, gdyby mi dwa razy prąd zabrali.
Po trzecie - byliśmy na weekend w Mikołajkach, w hotelu Amax, gdzie wszystko się zaczęło. Ale może wtedy byłam zauroczona i oglądałam świat przez różowe okulary... A może hotel był nowszy, bo teraz nawet domki nie zrobiły na mnie takiego wrażenia - wszystko lekko podniszczone, takie jakieś. Abstrahując od hotelu - wyjazd był bardzo przyjemną odskocznią od codzienności. Basen, rybka, jezioro, spacery - tego mi było trzeba aby podładować akumulatory.
Po czwarte - ostatnio się trochę rozjeździłam: Kraków i okolice, Katowice i okolice, potem Bruksela, Kopenhaga, Trójmiasto - 2 dni, 3 kraje, 4 lotniska. I już szykuje się kolejny wyjazd, ale o tym za chwilę.
Po piąte - chyba kupimy większe mieszkanie, ale ciii...
Po szóste - mamy zaplanowany wrześniowy weekend na Mazurach na jachtach! Po dwóch sezonach niepływania zapowiada się naprawdę super!
Po siódme - kupiłam sobie Charmsy i teraz rybka, konik morski, muszelka i koło sterowe sprawiają mi ogromną radość! I jakoś tak wakacyjnie jest, gdy mam je na ręce.
Po ósme - Maks już sika do nocnika! Hura! Hura! Od dzisiaj zaczął i mam nadzieję, że tak już zostanie. Jest szansa oszczędzenia na pieluchach ;)
Po dziewiąte - dzisiaj już urlop! Dwa tygodnie oderwania od rzeczywistości! Zeeland już czeka na nas. A Maks będzie jutro pierwszy raz leciał samolotem i jechał pociągiem, tak więc fundujemy mu masę atrakcji jak na jeden dzień. Ale chłopak na pewno da radę. Przecież to już mały mężczyzna - sika na stojąco w rozkroku ;)
Po dziesiąte - na pewno przywiozę masę zdjęć, wspomnień i nowych wrażeń. I biorę komputer, więc na bieżąco postaram się wszystko dokumentować. Pa! Tylko nas jeszcze muszę spakować ;)
P.S. I żałuję tylko, że nie mam żadnego zdjęcia mojej babci... Mam nadzieję, że jest szczęśliwa tam, gdzie jest. I że właśnie na to czekała tyle lat...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
0 komentarze:
Prześlij komentarz