piątek, 20 maja 2011

Wypadek, szpital, zwolnienie…

No właśnie dopadły mnie przemyślenia po ostatnich wydarzeniach z tego tygodnia. We wtorek wracając sobie z pracy stałą drogą, niestety nie dojechałam do domu. Wjechałam gościowy w tyłek włączając się do ruchu z zatoczki dla autobusów. Uderzenie było na tyle mocne, że odpaliły mi się dwie poduszki – moja i pasażera (bo był fotelik Maksa na przednim siedzeniu), popękała przednia szyba, rozwaliła się chłodnica – tak mniemam, bo coś się wylało pod autem, no i maska z przodu nie wyglądała najlepiej. Zresztą nie przyglądałam się zbyt długo bo mój mąż wezwał mi karetkę i zostałam zapakowana na nosze w trybie natychmiastowym. Całe szczęście oprócz stresu nic mi, ani kierowcy drugiego auta, się nie stało. Natomiast dwa dni spędziłam na obserwacji w szpitalu na oddziale patologii ciąży. I to skłoniło mnie do przemyśleń.
Po pierwsze – to wielkie szczęście móc zajść w ciążę i donosić ją do porodu bez problemów. Wszystkie symulantki niech się zastanowią, zanim poproszą lekarza o zwolnienie.
Po drugie – kobiety naprawdę mają problemy zdrowotne, próbują i tracą dziecko po kilka razy, ale nie poddają się.
Po trzecie - sorry, ale wszystkie laski, które idą sobie na zwolnieniu w 3-4 miesiącu ciąży tak o, bo są w ciąży i im się należy – brrry, nie mam o nich dobrego zdania i mieć nie będę. Owszem, nie każdy musi pracować do końca, ale symulowanie, opowiadanie o złym samopoczuciu, nakręcanie się na dolegliwości, potem siedzenie na forach i wypisywanie głupot, oraz naciąganie nas, czyli społeczeństwa na koszty, bardzo mnie denerwuje.
Po czwarte – wkurzają mnie już pytania w pracy typu: dlaczego ja jeszcze pracuję, kiedy pójdę na zwolnienie, na urlop czy na cokolwiek innego, po co jeszcze przychodzę itd. A najgorsze w tym wszystkim jest to przyzwolenie społeczne na takie właśnie zachowanie ciężarnych kobiet. Z jednej strony - niby troska o nas, przyszłe matki. Z drugiej strony – totalna znieczulica w miejscach publicznych: nikt ci nie ustąpi miejsca, nikt cię nie przepuści do kasy, nawet w kolejce do lekarza trzeba się wykłócić. I moim zdaniem to jest właśnie pokłosie tych siedzących na L4 przyszłych mam, o których wiemy, że w 90% są zdrowe i wszyscy uważają, że mogą sobie postać, bo przecież i tak się nie przepracowują. I tak koło się zamyka. A jeszcze większe koło robi się w relacjach z pracodawcami. Przeważnie pracodawca nie jest zachwycony z faktu zajścia w ciążę zatrudnionej pracownicy. I nic dziwnego, jak ona w 4-tym miesiącu idzie na zwolnienie i wraca po roku do pracy. A kobiety potem opowiadają, że pracodawcy nie chcą zatrudniać kobiet, w obawie przed ciążą. I się dziwią, czemu.

Ale wracając do ustępowania miejsca czy przepuszczania przy kasie. Właśnie wystartowała kampania społeczna „Przyjacielu, ustąp miejsca”, która ma na celu zwrócenie uwagi na ciężarne kobiety podróżujące komunikacją miejską. Nadawcą kampanii jest warszawski Zarząd Transportu Miejskiego, adresatami – młodzi ludzie korzystający z komunikacji miejskiej. Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że stojąc w tłoku czy podczas nagłego hamowania kobieta w ciąży narażona jest na uraz brzucha, czyli zagrożenie zdrowia swojego i dziecka. Właśnie taki przypadek leżał też na tym samym co ja oddziale patologii ciąży – dziewczyna stała już przy drzwiach i miała wysiadać, gdy autobus nagle zahamował i ona poleciała do przodu centralnie uderzając brzuchem w barierkę. Potem dzielenie wysiadła na przystanku, ale już daleko nie zaszła, lecz została odwieziona karetką na badania i obserwację do szpitala. W moim przypadku, w 36-tym tygodniu ciąży, stłuczka z pozoru niewinna, uderzenie w brzuch czy nagły ucisk pasów podczas hamowania, może spowodować uraz brzucha i nawet oddzielenie się łożyska. Tak więc obserwacja w szpitalu jest konieczna.


Kampania „Przyjacielu, ustąp miejsca” realizowana jest w formie plakatów – w autobusach, tramwajach, na tablicach w metrze, w gablotach na przystankach. Także na stronie internetowej ZTM, w newsletterach wysyłanych do sympatyków warszawskiej komunikacji miejskiej oraz na Facebooku będzie można zetknąć się z przekazem: kobiety decydujące się na macierzyństwo zasługują na życzliwość i wsparcie. I w pełni się z tym zdaniem zgadzam, no bo ktoś musi w przyszłości pracować na nasze emerytury.

0 komentarze: